Proces sprzedaży

Challenger vs Sandler: którą metodę sprzedaży wybrać?

9 min czytania

Prędzej czy później każdy, kto na serio buduje sprzedaż B2B, trafia na te dwie nazwy: The Challenger Sale i Sandler. Obie mają książki, obie mają fanów, obie obiecują, że handlowiec przestanie żebrać o deale i zacznie je prowadzić. Problem w tym, że w internecie leżą obok siebie jako „metody sprzedaży”, a nikt nie mówi wprost, czym się różnią w codziennej rozmowie z klientem i którą wybrać do swojej firmy. W tym artykule rozkładam Challenger vs Sandler na czynniki pierwsze: co każda z nich robi z rozmową handlową, dla kogo pasuje, kiedy się je łączy i jak sam stosuję obie u polskich MŚP.

W skrócie

Challenger i Sandler to nie konkurencyjne religie, tylko dwa różne narzędzia. Challenger uczy handlowca prowadzić klienta: kwestionować jego status quo, pokazywać problem, którego sam nie widzi, i przejmować kontrolę nad procesem. Sandler uczy handlowca nie naciskać: zadawać pytania, ustalać jasne kontrakty na każdą rozmowę i doprowadzać do tego, że klient sam się kwalifikuje i sam dochodzi do bólu, który chce rozwiązać. Challenger wygrywa tam, gdzie klient nie wie, że ma problem. Sandler wygrywa tam, gdzie problem jest znany, a ryzykiem jest przeciąganie i „muszę to przemyśleć”. W praktyce najlepsi handlowcy używają obu naraz.

Czym jest metoda Challenger Sale?

The Challenger Sale to podejście, w którym handlowiec nie dopasowuje się do klienta, tylko uczy go czegoś nowego o jego własnym biznesie i kwestionuje sposób, w jaki dziś działa.

Cała metoda stoi na trzech ruchach, które po angielsku brzmią jako teach, tailor, take control, a po ludzku znaczą tyle:

  • Naucz (teach). Przynosisz klientowi punkt widzenia, którego sam nie miał. Nie „opowiadam o moim produkcie”, tylko „pokazuję Ci, gdzie tracisz pieniądze, choć jeszcze o tym nie wiesz”. To wymaga, żebyś rozumiał branżę klienta lepiej niż przeciętny dostawca.
  • Dopasuj (tailor). Ten sam problem inaczej sprzedajesz prezesowi, inaczej dyrektorowi finansowemu, inaczej osobie, która będzie tego używać na co dzień. Przekaz jest jeden, ale język i to, co boli, dobierasz pod rozmówcę.
  • Przejmij kontrolę (take control). Nie boisz się rozmowy o pieniądzach ani lekkiego napięcia. Prowadzisz proces, proponujesz następny krok, nie czekasz, aż klient łaskawie się odezwie.

Sercem Challengera jest konstruktywne napięcie. Handlowiec celowo pokazuje klientowi, że jego obecny sposób działania kosztuje więcej, niż mu się wydaje. Nie po to, żeby go zawstydzić, tylko żeby uświadomić mu problem wart rozwiązania. To jest zresztą bliskie temu, jak sam myślę o sprzedaży: dobry doradca mówi wprost, co u klienta nie działa, nawet jeśli to niewygodne.

Challenger sprawdza się szczególnie przy droższych, złożonych zakupach, gdzie klient nie ma gotowej listy potrzeb, bo nie do końca rozumie skalę własnego problemu.

Czym jest metoda Sandler?

Sandler to system sprzedaży zbudowany wokół jednej zasady: handlowiec nie naciska, tylko tak prowadzi rozmowę, żeby klient sam się przekonał i sam zakwalifikował, czy to dla niego.

W Sandlerze relacja jest partnerska, dorosły do dorosłego, a nie klasyczne „sprzedawca ściga, klient ucieka”. Kilka rzeczy, które go definiują:

  • Upfront contract, czyli kontrakt na wejściu. Na początku każdej rozmowy ustalacie wprost, po co się spotykacie, ile czasu macie i czym rozmowa ma się skończyć. Może się skończyć również jasnym „to nie dla nas”, i to jest w porządku. Dzięki temu nie ma zawieszonych „prześlę i się odezwę”.
  • Ból (pain) jako fundament. Sandler zakłada, że ludzie kupują, żeby uciec od bólu, nie żeby zdobyć korzyść. Więc zamiast zachwalać rozwiązanie, drążysz pytaniami, aż klient sam nazwie problem, jego skalę i to, co się stanie, jeśli nic nie zrobi.
  • Klient kwalifikuje się sam. Nie przekonujesz każdego. Pytaniami sprawdzasz, czy jest realny problem, budżet i decyzyjność. Jeśli któregoś elementu brakuje, odpuszczasz wcześnie, zamiast miesiącami gonić temat, który nigdy nie miał się zamknąć.
  • Brak żebrania. Handlowiec nie zabiega o klienta, nie robi trzeciego follow-upu z rzędu. Utrzymuje pozycję równorzędnego partnera, który też decyduje, czy chce współpracować.

Sandler świetnie działa tam, gdzie problem jest już mniej więcej znany, a największym ryzykiem jest to, że klient będzie zwlekał, mówił „muszę to przemyśleć” i znikał po ofercie.

Challenger vs Sandler: tabela porównawcza

Najkrócej różnicę widać, gdy postawi się obie metody obok siebie w tych samych rubrykach:

WymiarThe Challenger SaleSandler
Rola handlowcaNauczyciel, który prowadziPartner, który pyta i kwalifikuje
Główny ruchKwestionuje status quo klientaDoprowadza klienta do nazwania bólu
Skąd bierze się potrzebaHandlowiec ją uświadamiaKlient sam ją odkrywa pod pytaniami
Stosunek do napięciaCelowo buduje konstruktywne napięcieRozładowuje presję, gra na luzie
Kontrola procesuPrzez przejmowanie inicjatywyPrzez kontrakty na każdą rozmowę
Podejście do klienta bez fituPróbuje przełamać jego myślenieSzybko go dyskwalifikuje
Ryzyko przy złym stosowaniuArogancja, przemądrzały tonBierność, brak realnej edukacji klienta
Najlepsze dopasowanieKlient nie wie, że ma problemKlient zna problem, ale zwleka

Tabela pokazuje coś ważnego: te metody nie stoją naprzeciwko siebie, tylko odpowiadają na dwa różne momenty i dwa różne typy klienta. Dlatego pytanie „która lepsza” jest źle postawione. Lepsze pytanie brzmi: który mój klient jest przede mną i na jakim etapie.

Dla kogo Challenger, a dla kogo Sandler?

Definicja jednym zdaniem: wybór metody zależy od tego, czy Twój klient przychodzi ze świadomym problemem, czy trzeba mu ten problem najpierw pokazać.

Challenger wybierz, gdy:

  • sprzedajesz coś, czego klient sam by nie wyszukał, bo nie wie, że tego potrzebuje;
  • Twoja przewagą jest wiedza i sposób myślenia, a nie najniższa cena;
  • proces jest złożony, jest kilku decydentów i ktoś musi w firmie klienta „zapalić lampkę”, że warto się tym zająć;
  • rozmawiasz z zarządem, który potrzebuje nowego spojrzenia, a nie kolejnej prezentacji funkcji.

Sandler wybierz, gdy:

  • masz sporo zapytań i musisz szybko oddzielać realne szanse od czasożerców;
  • Twoim głównym wrogiem jest zwlekanie, ciche znikanie i „wrócę do tematu po wakacjach”;
  • sprzedaż jest transakcyjnie prostsza albo problem klienta jest już nazwany, a chodzi o wybór wykonawcy;
  • zależy Ci na tym, żeby handlowcy przestali robić dziesiąte follow-upy do ludzi, którzy nigdy nie kupią.

W polskim MŚP rzadko trafia się czysty jeden przypadek. Najczęściej masz mieszankę: część leadów to ciepłe polecenia, które wiedzą, czego chcą (tu pracuje Sandler), a część to firmy, które pierwszy raz słyszą, że ich sposób sprzedaży czy obsługi klienta w ogóle da się zrobić inaczej (tu wchodzi Challenger).

Bezpłatny e-book · PDF

„Zapoznamy się z ofertą i wrócimy z informacją”

25 stron o odzyskiwaniu kontroli nad procesem sprzedaży B2B: konkretny system, nie ogólniki.

Kiedy łączyć Challenger i Sandler?

Najlepsza odpowiedź na „Challenger vs Sandler” brzmi: w praktyce łączysz oba, tylko w różnych fazach rozmowy. To nie jest kompromis, to jest sposób, w jaki naprawdę pracują dobrzy handlowcy.

Wygląda to mniej więcej tak. Ramę rozmowy bierzesz z Sandlera: zaczynasz od kontraktu na wejściu, ustalasz wprost, po co się spotykacie i czym rozmowa ma się skończyć. Dzięki temu od pierwszej minuty jesteś partnerem, nie petentem. Środek rozmowy prowadzisz jak Challenger: nie tylko zbierasz potrzeby, ale pokazujesz klientowi problem, którego sam nie widział, i budujesz konstruktywne napięcie wokół kosztu status quo. Kwalifikację robisz po Sandlerowsku: pytaniami sprawdzasz budżet, decyzyjność i realny ból, i jeśli czegoś brakuje, odpuszczasz wcześnie zamiast ciągnąć na siłę.

Innymi słowy: Sandler pilnuje, żebyś nie tracił czasu i nie żebrał, a Challenger pilnuje, żebyś wnosił realną wartość, a nie tylko odhaczał checklistę pytań. Metoda bez tej drugiej połowy szybko się psuje. Sam Challenger bez dyscypliny kwalifikacji zamienia się w przemądrzałe monologi do ludzi, którzy nigdy nie kupią. Sam Sandler bez elementu edukacji zamienia się w suche odpytywanie, po którym klient nie ma powodu wybrać akurat Ciebie.

Warto dodać: metoda prowadzenia rozmowy to jedno, a kwalifikacja jako taka to osobny temat. To, czy klient ma budżet, potrzebę i decyzyjność, sprawdzasz konkretnymi kwalifikatorami. O tym, jak je poukładać, piszę w BANT vs MEDDIC.

Jak stosuję obie metody w praktyce, na polskim MŚP

U moich klientów prawie nigdy nie wdrażam „czystego Challengera” ani „czystego Sandlera”. Biorę z każdej to, co działa w realiach firmy, która ma dwóch, trzech handlowców i właściciela wciągniętego w sprzedaż po uszy.

Z Sandlera zostaje przede wszystkim dyscyplina: kontrakt na każdą rozmowę i twarda kwalifikacja na wejściu, żeby handlowcy przestali wozić po pipelinie deale, które nigdy się nie domkną. To samo w sobie odchudza lejek i skraca cykl. Z Challengera zostaje sposób prowadzenia rozmowy z klientem, który myśli „u nas jest OK”: pokazanie mu, ile go kosztuje obecny sposób działania, zanim w ogóle zaczniemy mówić o rozwiązaniu.

Jest jeszcze jeden warunek, o którym mało kto mówi. Żadna z tych metod nie zadziała, jeśli firma nie ma poukładanego procesu sprzedaży. Challenger i Sandler to sposób prowadzenia rozmowy na danym etapie, ale najpierw muszą istnieć etapy: jasne kamienie milowe i warunki wyjścia, po których wiesz, gdzie jest każda szansa. Bez tego nawet najlepiej przeszkolony handlowiec strzela na oślep. Dlatego u klientów zawsze zaczynam od procesu, a metodę rozmowy dokładam dopiero na gotowy szkielet. Jak taki proces zbudować krok po kroku, rozkładam w etapach procesu sprzedaży.

Kiedy żadna z tych metod nie pomoże

Uczciwie: Challenger vs Sandler to rozmowa dla firm, które mają już podstawy. Jeśli w Twojej firmie każdy handlowiec sprzedaje po swojemu, nie wiadomo, ile realnie jest w lejku, a oferty wychodzą „na czuja”, to nie jest problem metody rozmowy. To problem braku procesu i braku kwalifikacji.

Wtedy nauczenie zespołu Challengera czy Sandlera niczego nie naprawi, bo nie ma szkieletu, na którym te umiejętności miałyby usiąść. Najpierw trzeba ustawić proces: etapy, warunki wyjścia, sposób kwalifikacji leadów. Dopiero na tym metoda prowadzenia rozmowy zaczyna zwracać się z nawiązką. Kolejność jest zawsze taka sama: najpierw proces, potem sposób, w jaki handlowiec go przechodzi.

Podsumowanie: nie „która metoda”, tylko „kiedy która”

  • Challenger prowadzi, Sandler nie naciska. Challenger uczy klienta i kwestionuje jego status quo, Sandler ustawia kontrakty i doprowadza klienta do tego, że sam nazywa ból i sam się kwalifikuje.
  • Wybór zależy od klienta, nie od mody. Challenger tam, gdzie klient nie wie, że ma problem. Sandler tam, gdzie problem jest znany, a wrogiem jest zwlekanie i ciche znikanie.
  • W praktyce łączysz oba, na gotowym procesie. Rama z Sandlera, edukacja z Challengera, twarda kwalifikacja na wejściu. Ale najpierw musi istnieć proces sprzedaży, inaczej żadna metoda nie ma się o co oprzeć.

Chcesz sprawdzić, która metoda pasuje do Twojej sprzedaży i czy masz proces, na którym w ogóle da się ją oprzeć? Umów bezpłatną rozmowę, przejdziemy przez Twój lejek i zespół, i powiem wprost, od czego zacząć. Jeśli szukasz gotowego programu dla handlowców, zajrzyj też do szkoleń, a jeśli chcesz najpierw zdiagnozować, co realnie nie działa, do audytu sprzedaży.

Najczęstsze pytania

Czym różni się Challenger od Sandlera w jednym zdaniu?+

Challenger uczy handlowca prowadzić klienta i kwestionować jego sposób działania, a Sandler uczy nie naciskać i tak prowadzić rozmowę pytaniami, żeby klient sam nazwał problem i sam się zakwalifikował. Challenger buduje napięcie, Sandler je rozładowuje.

Która metoda jest lepsza dla małej firmy B2B?+

Żadna w czystej postaci. W małym MŚP najlepiej działa mieszanka: dyscyplina kwalifikacji i kontrakty z Sandlera, żeby nie tracić czasu, plus sposób edukowania klienta z Challengera, żeby wnosić realną wartość. Pod warunkiem, że firma ma już poukładany proces sprzedaży.

Czy Challenger i Sandler można stosować razem?+

Tak, i tak robią to najlepsi handlowcy. Ramę rozmowy bierze się z Sandlera (kontrakt na wejściu, twarda kwalifikacja), a środek prowadzi jak Challenger (pokazanie klientowi problemu, którego sam nie widział). Metody działają w różnych fazach tej samej rozmowy, nie konkurują ze sobą.

Dla jakiego klienta lepszy jest Challenger?+

Dla klienta, który nie wie, że ma problem wart rozwiązania, albo nie docenia jego skali. Challenger sprawdza się przy droższych, złożonych zakupach, gdzie handlowiec musi najpierw uświadomić decydentowi koszt obecnego sposobu działania, zanim w ogóle zacznie mówić o rozwiązaniu.

Dla jakiego klienta lepszy jest Sandler?+

Dla klienta, który zna już swój problem, ale ma tendencję do zwlekania, mówienia „muszę to przemyśleć” i znikania po ofercie. Sandler przez kontrakty i wczesną kwalifikację ucina takie zawieszone tematy i pozwala handlowcowi skupić się na szansach, które faktycznie mogą się domknąć.

Czy wystarczy przeszkolić handlowców z Challengera albo Sandlera, żeby sprzedaż ruszyła?+

Nie, jeśli firma nie ma procesu sprzedaży i kwalifikacji. Metoda prowadzenia rozmowy siada na szkielecie etapów i warunków wyjścia. Bez tego szkieletu nawet dobrze przeszkolony handlowiec strzela na oślep. Najpierw proces, potem metoda rozmowy.

Podobne wpisy

Wszystkie wpisy →
Brak procesu sprzedaży: po czym go poznać i jak go naprawić
Proces sprzedaży 11 min

Brak procesu sprzedaży: po czym go poznać i jak go naprawić

Handlowcy sprzedają każdy po swojemu, a wynik jest nieprzewidywalny? To objawy braku procesu sprzedaży. Po czym go poznać i jak…

Czytaj
Dlaczego przegrywamy szanse sprzedażowe i nie wiemy dlaczego
Proces sprzedaży 10 min

Dlaczego przegrywamy szanse sprzedażowe i nie wiemy dlaczego

Dlaczego przegrywamy szanse sprzedażowe, choć leadów nie brakuje? Realne przyczyny utraty deali B2B i jak je zdiagnozować po powodach przegranych…

Czytaj
Proces sprzedaży B2B: jak zbudować skuteczny proces krok po kroku
Proces sprzedaży 17 min

Proces sprzedaży B2B: jak zbudować skuteczny proces krok po kroku

Jak zbudować proces sprzedaży B2B, który da się powtórzyć w zespole? Etapy jako sukces klienta, bramy przejścia, metryki i rytm…

Czytaj
Portret Arkadiusza Zdziebko — autora bloga
O autorze

Arkadiusz Zdziebko

Konsultant sprzedaży B2B · Interim Sales Manager

Przeszedłem drogę od handlowca do dyrektora sprzedaży, a dziś układam działy handlowe w polskich firmach usługowych B2B z sektora MŚP. Największy wdrożony kontrakt: system ERP powyżej 1,5 mln zł. Wszystko, co tu czytasz, wyszło z realnych projektów — łącznie z błędami, które w nich popełniłem.

Napisz, co się dzieje w Twojej sprzedaży

Kilka zdań w zupełności wystarczy. Odezwę się z propozycją kierunku — albo z uczciwym „to nie dla mnie”.

Dziękuję!

Odezwę się w ciągu jednego dnia roboczego. Jeśli wolisz nie czekać — wskocz od razu do kalendarza →

Napisz do mnie

Wypełnij krótki formularz — odezwę się z propozycją kierunku.

    Portret Arkadiusza Zdziebko
    Arkadiusz Zdziebko
    Konsultant sprzedaży B2B
    Telefon +48 603 789 085 E-mail info@azdziebko.pl LinkedIn in/arkadiusz-zdziebko Umów bezpłatną konsultację →